Co ważne: w każdym z tych pięciu lat możemy rozliczyć maksymalnie do 50% wykazanej straty. Oznacza to tyle, że podatnik jest w stanie rozliczyć stratę najkrócej przez 2 lata, a najdłużej przez 5 lat po roku, w którym została wykazana. Jak to wygląda w rzeczywistości? Najlepiej pokazać to na przykładach. Przykład 1.
W Polsce ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej dla niektórych grup zawodowych oraz osób jest obowiązkowe. Ma to zabezpieczyć poszkodowanych np. w razie wypadku czy popełnionego błędu. Wypłacone odszkodowanie ma na celu wsparcie finansowe. Może być ono przekazane na naprawę auta, rehabilitację, zakup nowego przedmiotu itd.
Temat: Wartości moralne – co to takiego? Cel główny: Poznawanie wartości. Cel szczegółowy: Pobudzanie do precyzowania preferowanych wartości życiowych i kształtowanie hierarchii wartości. Cele operacyjne: Uczeń: wymienia wartości życiowe, potrafi wymienić odróżnić wartości moralne od pozamoralnych,
Cyberprzemoc a odpowiedzialność prawna. Dołącz do grona ekspertów. 05 stycznia 2012, 08:53. Agnieszka Wiśniewska. Cyberprzemoc prowadzi do naruszenia dóbr osobistych, tzn. godności, dobrego imienia. REKLAMA. W wirtualnym świecie jesteśmy narażeni na coraz więcej niebezpieczeństw. Obrona przed nimi nie należy do łatwych zadań.
Normy moralne to reguły, które kierują postępowaniem ludzi dla zdrowego współistnienia, ponieważ dzięki nim wiemy, co jest dobre, a co złe w społeczeństwie. Wszystkie one opierają się na tzw. złotej zasadzie, która mówi: „traktuj innych tak, jak chcesz, aby oni traktowali Ciebie” lub „nie czyń innym tego, czego nie chcesz
Kiedy nie można odliczyć straty podatkowej. Podatnicy podatku PIT nie mogą odliczyć straty podatkowej w przypadku, gdy strata dotyczy:. odpłatnego zbycia nieruchomości lub ich części oraz udziału w nieruchomości, spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, prawa do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej, prawa wieczystego użytkowania gruntów oraz innych rzeczy
Udomowienie jest czymś innym. Nie jest cechą wyuczoną przez osobnika, lecz wrodzoną wszystkim przedstawicielom populacji przez pokolenia życia w bliskości z człowiekiem. Wiele, jeśli nie większość „dzikich” instynktów takiego zwierzęcia zanikło. A zatem udomowienie to głównie sprawa genów.
2jkaz. Subiektywista może twierdzić, że rozróżnienie na dobre i złe tak naprawdę sprowadza się do tego, co dogodne dla poszczególnych ludzi albo co korzystne dla społeczeństwa lub ludzkości jako takiej. Pierwsze z tych wyjaśnień – moralne jest to, co dana osoba uznaje za dogodne dla niej – nie zgadza się z faktami. Jak zauważał Clive Staples Lewis, czasami korzystne są dla nas zachowania, które sami określilibyśmy jako złe: Na wojnie każda ze stron może uważać zdrajcę w szeregach wroga za osobę bardzo użyteczną. Ale choć korzysta z jej usług i płaci jej, to przecież i tak uważa ją za kanalię1Clive Staples Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, tłum. Piotr Szymczak, Media Rodzina, Poznań 2002, s. 31. . Czyli czyjeś zachowania, które są dla nas korzystne, możemy uważać za niemoralne. Nie utożsamiamy więc moralności czyjegoś zachowania z jego użytecznością dla nas. A jeśli chodzi o nasze własne zachowanie? Czy zawsze za moralne będziesz uważał to, co dla ciebie wygodniejsze, co wiąże się z przyjemnościami czy innymi korzyściami? Nie. Bo przecież za zachowanie przyzwoite uznasz sytuacje, gdy: sumiennie odrabiasz lekcje, zamiast pójść na skróty i ściągnąć zadanie, zostawisz dziewczynę w spokoju, chociaż masz na nią chrapkę […], dotrzymujesz niewygodnych obietnic albo mówisz prawdę, choćbyś miał przy tym wyjść na durnia2Tamże, s. 31. . Ściągnięcie zadania domowego jest łatwiejsze niż jego samodzielne odrobienie, a jednak nikt nie uzna, że takie pójście na skróty jest moralne. Przykłady tego typu można mnożyć. Są więc sytuacje, w których to, co moralne, jest zupełnie czymś innym, niż to, co korzystne. W myśl drugiego wyjaśnienia: że moralne jest to, co korzystne dla społeczeństwa lub ludzkości jako takiej ‒ można powiedzieć, że rzeczywiście lepiej, a nawet wyśmienicie żyłoby się ludziom, gdyby wszystkie jednostki, grupy społeczne, narody traktowały się w sposób sprawiedliwy, uczciwy, po prostu fair. Czy to jednak wyjaśnia, skąd wzięło się nasze rozróżnienie dobra i zła? Nie. Ponieważ wciąż ktoś może zapytać, dlaczego miałby się w swoim zachowaniu kierować dobrem społeczeństwa czy ludzkości, nawet jeśli dane działanie korzystne dla społeczeństwa nie jest korzystne dla tej osoby. Jeśli odpowiemy: „ponieważ trzeba robić to, co korzystne dla społeczeństwa”, to stwierdzamy jedynie: trzeba robić to, co korzystne dla społeczeństwa, bo trzeba robić to, co korzystne dla społeczeństwa. Subiektywista, który daje taką odpowiedź, popada w błędne koło, czyli niczego nie wyjaśnia. Jak pisał Lewis: Skoro pytamy: „Dlaczego mam być niesamolubny?”, a ty odpowiadasz: „Bo to jest dobre dla społeczeństwa”, możemy zapytać: „A dlaczego miałoby mnie obchodzić dobro społeczeństwa, jeśli coś nie popłaca mi osobiście?”. Wówczas musisz stwierdzić: „Bo nie można być samolubnym” – czyli wracamy do punktu wyjścia3Tamże, s. 32. . To fakt, że moralne zachowanie jest społecznie korzystne. Powtórzy: to fakt. Sam ten fakt nie jest jednak wyjaśnieniem. To on może być wyjaśniany. Możemy pytać: dlaczego moralne zachowanie jest korzystne dla społeczeństwa? Ale jeśli traktujemy sam ten fakt jako wyjaśnienie tego, dlaczego należy zachowywać się w określony sposób (niesamolubnie), to wciąż nie wiadomo, dlaczego należy przejmować się dobrem społeczeństwa. Stwierdzamy, że trzeba się zachowywać moralnie (w sposób korzystny dla społeczeństwa), bo to jest moralne (korzystne dla społeczeństwa): kiedy ktoś pyta, po co mamy się zachowywać przyzwoicie, nie ma potrzeby odpowiadać „żeby odniosło z tego korzyść społeczeństwo”, bo działanie na korzyść społeczeństwa, innymi słowy bycie niesamolubnym (w końcu „społeczeństwo” to tyle co „inni ludzie”), to jedna z rzeczy, na których opiera się przyzwoite zachowanie. Stwierdzamy więc, że przyzwoite zachowanie to przyzwoite zachowanie4Tamże, s. 32. . Aby wyjść z tego błędnego koła, należy uznać, że prawo moralne jest niedefiniowalne przez odwołanie do tego, co społecznie korzystne.
Fot. Fotolia Niezależnie od regionu i kultury ludzie przestrzegają podobnych podstawowych reguł życia społecznego. Za dobre uważane są lojalność wobec grupy i rodziny, odwaga czy sprawiedliwy podział dóbr i szacunek dla z University of Oxford przeanalizowali etnograficzne źródła z 60 krajów, aby odpowiedzieć na pytanie, czy moralne reguły mają charakter uniwersalny, czy też zależą od danej społeczności. Okazało się, że niezależnie od kultury, za moralne ludzie uważają pomoc rodzinie, grupie, odwdzięczanie się za przysługi, odwagę, specjalny wzgląd na zwierzchników, uczciwy podział dóbr i poszanowanie dla cudzej własności. „Debata między moralnymi relatywistami i uniwersalistami trwa od wieków, ale teraz mamy pewne odpowiedzi. Ludzie w każdym miejscu świata spotykają się z podobnymi problemami społecznymi i używają podobnych zestawów moralnych zasad, aby sobie z nimi radzić. Jak badacze przewidywali, znalezione siedem podstawowych zasad wydaje się działać uniwersalnie w różnych kulturach. Wszyscy, wszędzie podzielają wspólny moralny kodeks. Wszyscy zgadzają się, że współpraca czy dbanie o wspólne dobro to dobre rzeczy” - opowiada Oliver Scott Curry, główny autor pracy opublikowanej w piśmie „Current Anthropology”. Badacze odkryli jednocześnie, że moralność wyewoluowała, aby promować współpracę. Ponieważ istnieją różne formy współpracy, powstały różne zasady moralne. Na przykład szczególna potrzeba współpracy z najbliższymi wymaga dbania o rodzinę. Korzyści z relacji z innymi powodują, że ludzie łączą się w grupy, cenią solidarność i lojalność. Wymiana społeczna wymaga zaufania do innych czy odwzajemnianie pomocy i zależnie od sytuacji rodzi poczucie winy, wdzięczność, nakazuje naprawiać zło i wybaczać. Z rozwiązywaniem konfliktów wiąże się natomiast męstwo, odwaga i hojność, a także szacunek dla osób stojących wyżej w hierarchii, uczciwy podział zasobów i poszanowanie własności. Badanie pokazało, że w każdej kulturze zasady te były uważane za moralnie dobre, że występowały one w większości uwzględnionych grup i żadna społeczność nie uznawała tych zasad za złe. Reguły te występowały przy tym z podobną częstością na wszystkich kontynentach. Naukowcy podają przykłady tego typu zasad. I tak w rejonie Amhara w Etiopii lekceważenie zobowiązań rodzinnych jest uznawane za haniebny występek wskazujący na zły charakter. W Korei bardzo ważna jest np. współpraca między sąsiadami i utrzymywanie wysokiego poziomu solidarności w grupach. Indyjski lud Garo bardzo ceni wdzięczność, którą obserwuje się na różnych etapach życia. Wśród Masajów cienione są cechy wojowników, takie jak zdolność do poświęceń dla grupy czy odwaga. Ludy Bemba w Zambii wykazują głęboki szacunek dla starszych i ich autorytetu. Kapaku, żyjący w indonezyjskiej prowincji Papua, mają zasadę nazywaną „uta-uta” („pół - pół”), która oznacza sprawiedliwy podział. Z kolei u ludu Tarahumara żyjącego w meksykańskim stanie Chihuahua podstawą wszelkich relacji jest poszanowanie własności. Choć wszystkie społeczności zgadzały się co do moralnych zasad, to jednak różniły się pod względem wagi nadawanej różnym regułom. „Mamy nadzieję, że to badanie pomoże w promowaniu wzajemnego zrozumienia między ludźmi z różnych kultur i docenieniu tego, co nas łączy, a także różnic między nami” - podkreśla dr Curry. Więcej informacji: (PAP) mat/ agt/
Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!Ktoś zwróci mi za straty moralne? - Czyli opowiadanie Jacka Komudy "Mowa nienawiści pokutnika Duki" Pamiętacie aferę z Nową Fantastyką i opowiadaniem Jacka Komudy „Dalian, będziesz poćwiartowany” która wybuchła parę tygodni temu? Homofobiczne opowiadanie Komudy opublikowane w Nowej Fantastyce nie spodobało się czytelnikom, przez co wycofano cały numer. Redakcja Nowej Fantastyki przeprosiła i złożyła samokrytykę. Mogłoby się wydawać, że to koniec afery, ale nic bardziej mylnego. Miesiąc później część pisarzy postanowiła wystosować list otwarty, podpisali się pod nim – między innymi – Jacek Dukaj, Rafał Ziemkiewicz i Jacek Piekara. Jacek Piekara pisał w poście na Facebooku, że "Pisarz został zaatakowany przez aktywistów LGBT, którym nie spodobało się jego opowiadanie fantasy (sic!)." Ludzie broniący opowiadania „Dalian, będziesz poćwiartowany” mówią o tym, że było ono pastiszem "wyśmianiem stereotypów" albo komentarzem do naszej rzeczywistości. Jednak to gówno prawda. Dlaczego? Okazuje się, że Komuda w przeszłości popełnił jeszcze gorsze opowiadanie. Mówię tu o opowiadaniu opublikowanym przez Komudę na łamach "nowego napisu". Przeczytałem je wczoraj.... Ale jakim kosztem? Zacytuję tutaj post Jacka Dehnela. Mówi w nim ogólnie o fabule tego dziełka. "Jak się okazuje, przed rzygiem z "Nowej Fantastyki" Komuda wydał jeszcze jedno homofobiczne opowiadanie – w „nowym naPiSie”, ale na szczęście „nowego naPiSu” literalnie nikt nie czyta, a jego prestiż jako propagandowego pisemka PiSu jest zerowy. Jest tam jednak wszystko:- geje są słabi, tchórzliwi i kobiecy- homoseksualizm bierze się z molestowania seksualnego w dzieciństwie – przez „obcego” z krainy zepsucia (i edukacji), który w dodatku jest homoseksualizm „leczy się”, oczywiście skutecznie, z pomocą egzorcyzmów (śpiewanie „mowy nienawiści”, and I am not kiddin' you), tortur (którym towarzyszą kolejne wyzwiska, w czym Komuda zdecydowanie realizuje się jako erotoman-gawędziarz), w tym gwałtu żelaznym prętem - opisanego jako „przykra acz konieczna czynność”, choć sądząc po szczegółowym i grafomańskim opisie raczej jest to przyjemność dla Komudy nader przyjemna w deser: wegetarianizm to nieuleczalna „zgroza łojowa”, która zmienia człowieka w zwierzę pasące się na NF nie wiedziała o tym tekście (bo, jak pisałem, nikt nie czyta „nowego naPiSu”), ale teraz widać, że cała narracja o „pastiszu” kupy się nie trzyma. Zadanie na szóstkę: przeczytać esej Umberto Eco o „Ur-faszyzmie” i sprawdzić, której z czternastu cech wymienionych przez Eco teksty Komudy nie spełniają."To całkiem dobre podsumowanie. Jak już wspominałem, wczoraj przeczytałem opowiadanie, o którym była mowa w poście. Nie wiem, jak przez nie przebrnąłem (prawdopodobnie mam w sobie coś z masochisty), ale przeczytałem i notowałem moje myśli w dokumencie, który ma trzydzieści dziewięć stron, (wkleiłem tam większą część opowiadania). Moje komentarze bynajmniej nie są literackie. Na końcu tekstu zostawię link do tego dokumentu. Teraz mam zamiar zacytować fragmenty opowiadania Komudy, które potwierdzą słowa Dehnela. Zacznijmy od... "- geje są słabi, tchórzliwi i kobiecy""Młodzieniec, który wlazł na jodłę był chudy, blady, długowłosy. Oblicze miał gładkie, przerażone jak u dziewicy. Dyszał ciężko i patrzył: najpierw pod nogi, potem na prześladowców. Więcej jednak na nich.""- homoseksualizm bierze się z molestowania seksualnego w dzieciństwie – przez „obcego” z krainy zepsucia (i edukacji), który w dodatku jest nauczycielem." "– Godko, Godko! – wyszeptał mu prawie do ucha Jaksa – Kto to jest Dukkar? Spotkałeś go kiedyś? Mów!– Siedzimy w komnacie ojca – wycharczał Godko nie swoim głosem.– Gdzie?– W Żamojdzie, we dworze, koło paleniska. Schylam się nad woskową tabliczką…– A Dukkar?– Siedzi przy mnie. Blisko; tak blisko – pokazuje.– Co ci pokazuje?– Rezy – jak dźwięki z gardła człowieka. Potem ja zapisuję na płachcie brzozowej kory.– Uczy cię… pisać? Doprawdy?– Składać głoski. Na Jessę! – Godko szarpnął się na łożu – drzwi otwierają się z trzaskiem. On wchodzi!– Dukkar?– Nie, ojciec! Wchodzi, wpada raczej, uderza w stół, wyrywa mi zwoje kory, krzyczy – Godko kulił się na łożu, zasłaniając uszy dłońmi.– Dlaczego?!– Hańba rycerzowi znać pismo jak jakiś klecha, albo pokutnik. Nie rezami, ale ciosami miecza podpisujemy pergaminy i zwoje.– Co się dalej dzieje? Mów.– Ojciec mnie łapie… wymierza karę. Zabiera… Do braci, do giermków. Rzucają mi drewniany miecz, każą ćwiczyć. Przewracam się – obśmiewają mnie!– Gdzie jest Dukkar?– Przekradam się pomału do niego. Siedzimy razem i… - Godko zadrżał, zadygotał, potem uspokoił się, odetchnął, wyprężył.– Pociesza mnie. Kładzie rękę na głowie, potem na nodze, głaszcze i uspokaja.– Co z ojcem?– Nie ma go. Nasze szczęście.– Skąd przyszedł Dukkar? Opisz mi go.– Wysoki, piękny, gładki. W zwykłej tunice. Mówi dziwnie, ale miło. Nie krzyczy na mnie, nie ubliża, nie zmusza mnie do ćwiczeń, gdzie wdycham gryzący piach chłostany pogardą i śmiechem braci i czeladzi.– Skąd przybył? Pamiętasz? To Lędzic?– Zza morza, do którego wpada Duna, z kraju, gdzie nigdy nie spada śnieg, jest żółto i purpurowo…– Taurydyka. Ląd odmieńców, biesów, wolności przekutej w tyranię gorszą niż u Hungurów. Posłuchaj Godko, ja już wszystko wiem. On cię zmienił. Dukkar, twój nauczyciel. On sprawił, że tutaj jesteś. Przez niego opętał cię demon.– Był taki dobry – zaszlochał Godko. – Jak mój prawdziwy ojciec.– Musisz go przegnać. Zwalczyć w sobie i wypędzić. Nikt nie zrobi tego za ciebie. Dopiero wtedy będziesz wolny i zdrowy. Taurydzi to plugawe psy; wieki temu zagnaliśmy ich do morza – nie mogli obronić się przed nami, więc teraz próbują rozsiewać nasiona plugastwa.– Nie chcę się go pozbywać – załkał Godko. – Kto mi zostanie, jeśli nie Dukkar?– Dukkar nie był dla ciebie dobry. Nie, to nie tak. Zdeprawował cię, stworzył odmieńcem. Zniszcz go w sobie, a ojciec nie będzie dłużej się gniewał.– Nie chcę do ojca! Niech idzie do… Otchłani, w paszczę Wołosta. Niech po wieczność obraca słupem świata i Gwiazdą Okólną. Nie chcę go, boję się! Dukkar jedyną osłoną.– Dukkar zabije cię, bo nigdy nie opuścisz Samotni. Pozwól sobie pomóc, próbowałem osłonić cię przed nim, ale bez twej pomocy nie dam rady biesowi.– Nie wrócę do ojca.– Więc się go potem wyrzeknij!– Jest za silny. Nie chcę! Nieeee!– Obronię cię przed nim, jeśli wyrzucisz z serca biesa, jeśli będziesz z nim walczył i pokonasz. Obiecuję ci to. Nie wrócisz już do Jakusza Starszego i Żamojdy. Ale nie zmarniejesz tu, nie uczynią z ciebie kolejnego szaleńca zamkniętego w klatce.– Nie wierzę."Teraz "najlepsza" część. "- homoseksualizm „leczy się”, oczywiście skutecznie, z pomocą egzorcyzmów (śpiewanie „mowy nienawiści”, and I am not kiddin' you), tortur (którym towarzyszą kolejne wyzwiska, w czym Komuda zdecydowanie realizuje się jako erotoman-gawędziarz), w tym gwałtu żelaznym prętem - opisanego jako „przykra acz konieczna czynność”, choć sądząc po szczegółowym i grafomańskim opisie raczej jest to przyjemność dla Komudy nader przyjemna w opisywaniu.""– Zaczniemy od klatki bólu – powiedział brat Duka, rozkładając szeroko ręce. – Tam, bracie Godko pozbędziesz się przyrodzonej pychy rodzaju ludzkiego i w pokorze przyjmiesz wyroki Jakusza stał między nimi tylko w lnianej koszuli, spodniach i dowiązanych do nich nogawicach. Drżał; było zimno. Ojciec spoglądający zza pleców pątników też czuł ściskanie w dołku. Wcześniej zdawało mu się, że pod Radunicą są tylko skały, względnie dziury i wnęki wyrąbane w ścianach jaru, w którym płynęła Sanna. Kościelisko, gdzie składano ciała pokutników spuszczając na sznurach drewniane platformy z góry, słońce i wiatry obracały je potem w wyschnięte truchła. Jednak bracia sprowadzili ich głęboko pod zbór. Do korytarzy wykutych w skałach, o przejściach rozszerzających się ku górze jak trapez. Takie otwory były pamiątką po mrówczej pracy stolemów, po których ludzie przejęli prawie ruiny miast, podziemia i budowle.– Bracie Machelu! – ciągnął Duka. – Sprawdź czy w tym nieszczęśniku na pewno zalęgły się ziarna występku Wołosta. Śmiało, rozpoznaj w nim niegodziwe skłonności, gwałcące prawa Jessy!Spomiędzy pokutników wystąpił niski, pleczysty człowiek. Na piersi wisiał mu długi, drewniany kołek na sznurze. Szedł z głową – jak wszyscy – okrytą czarnym, śpiczastym kapturem, ale trzymał ją cały czas pochyloną do przodu, co upodobniało go trochę do węszącego szczura. Niespodziewanie objął Godka od tyłu, przytulił, szerokie, wielkie ręce jak różowe robaki powędrowały wokół pleców, na brzuch młodzieńca i niżej…– Nie chcę! – szarpnął się Godko. – Zostawcie! Niech mnie nie dotyka!Sprzeciw nie zdał się na nic. Dwaj bracia chwycili go za ramiona, wykręcili, aż jęknął, przechylony w przód, z ciałem wygiętym w łuk.– Jest… ciepły – wycharczał Machel. – Nadaje się, a jeszcze jak!– Do klatki z nim!Klatka już czekała – z dębowych balików, powiązanych powrozami, zbitych zardzewiałymi bretnalami. Na dole połączona była z okutymi żelazem trybami przekładni, jak w młynie, a te z kolei – poprzez koło z wielkim kołowrotem. Stało tam już dwóch pątników.– Co mi robicie! – krzyczał Godko, kiedy nieśli go do klatki. Chciał się postawić, ale mieli o wiele większe doświadczenie niż młodzieniec; nie pozwolili mu złapać za drewniane pręty, nie dali wierzgać ani szarpać się.– Ojcze! Ojcze! Nie pozwól im na to! Za co! Za co mi to robicie?– Ciiiii, synu – wysyczał Jakusz. – Poddaj się woli Praojca. Raz wreszcie bądź mężczyzną!Wcisnęli go do klatki jak łachman. Zatrzasnęli drzwiczki, przycinając palce, aż zakrzyczał. Przez chwilę walił pięściami w pręty – do chwili, kiedy na znak Duki dwaj pokutnicy zaczęli kręcić kołowrotem. Klatka obróciła się – raz, drugi. Coraz szybciej, coraz mocniej, aż usłyszeli stukot miotającego się Godka. Ruch był tak szybki, że prawie zamazywały się zarysy prętów, sznurów, okuć…Godko wytrzymał chwilę i dłużej. Więzienie było wąskie, ciasne, nie mógł położyć się, jedyne, co mu pozostawało, to skulić się, trzymając pręty klatki, opuścić głowę jak najniżej.– Nieee! – zakrzyknął. – Przestańcie!– Odmieńcze, przydupniku Wołosta flokiem nieprawym trącanego! – zaintonował brat Duka mowę nienawiści. – Wyrzeknij się występku, porzuć złe myśli, skieruj je ku modlitwie, ku naprawie twego parchatego, śmierdzącego ciała. Cały jesteś jedną wielką piczą pełną podłego smrodu. Wyrzuć go z siebie, wznieś się, obmyj i oczyść. Porzuć chuć odmieńczą, nie myśl o niej. Smrodliwe, pełne występku jest cielsko mężczyzny. Pomyśl o niewieścim, które rozkwita jak kwiat potrzebujący! Obmyj się! Oczyść! Godko, ty przeklęty Godko!– Odmieniec! Odmieniec! – dyszeli pątnicy kręcący było jak szaleństwo; obłędny taniec – miarowy stukot i trzask zębatych kół, szum i skrzyp obracającej się klatki. Szybki, bezustanny! Bez już się nie szamotał, jedynie jęczał, trząsł się, ruch klatki był jednak tak szybki, że nie sposób było w ogóle coś zobaczyć.– Oczyśćcie go, bracia! Zmyjcie plugawe nasienie Wołosta. Dalejże, niech stanie się biały jak za dnia narodzin!""Trzeciego dnia już się nie szarpał, nie krzyczał, nie walczył z nimi. Jęczał co pewien czas. I kiwał głową w tył i w przód, dopóki go nie unieruchomili. Najpierw związali mu ręce z przodu – skrzyżowane na piersi, a potem zaczęli zawijać całego w mokre płachty płótna. W pasy – ciasno jak tylko mogli, niczym dziecko w betach. Znów zajęczał, przeciągle, jak zwierzę, jakby brakowało mu uderzył pięścią w drzwi, zajrzał przez okienko. Tym razem nie dopuścili go do ceremonii.– Godko, jak tam?! – zagadał niepewnie. – Lepiej? Żyjesz, daj znać?!Z trzaskiem jeden z pokutników zamknął od wewnątrz otwór, nie zważając na obecność żupana. Jakuszowi pozostało zatem stać – jak dziad po prośbie – i tylko co jakiś czas stukać i słuchać, przyciskając ucho do starych, okutych żelazem ich drugiej stronie brat Duka wziął w rękę długi, żelazny pręt zakończony miedzianym zwieńczeniem uformowanym na kształt męskiego przyrodzenia. Obejrzał go bez żalu, bez lęku.– Obróćcie go na plecy i trzymajcie! – potem przystąpił do pleców dygocącego Godka i rozpoczął przykrą, acz konieczną czynność.– Poczuj, psi synu, żałosny dupniku pogan, jak pogrąża się w tobie ohydny, zimny jak lód i śmierdzący kuś Wołosta. Jak plugawi twe ciało od wewnątrz, rozrywa ci patrochy. Niczym innym nie jesteś, jak złachmanioną, męską, kokotą biesa, pełną żałości i występku przeciwnego naturze. Pozbądź się go, wyrzuć z ciała, przeklnij! Wyrzuć nasienia zła i występku! Nuże, znajdź w sobie siłę! Godko! Ojciec cię słucha!Młody Boguta tylko jęczał. Raz za razem.""Na deser: wegetarianizm to nieuleczalna „zgroza łojowa”, która zmienia człowieka w zwierzę pasące się na trawie.""Pod wieżą skradał się na czworakach jakiś oberwaniec, uwiązany za szyję sznurem do ściany. Jak zwierzę schylał się w dół i… jadł trawę, wyrywając ją garściami z dziedzińca, gdzie rosła bujnie, bo chodzono tylko po wydeptanych ścieżkach.– Oto nieszczęśnik – powiedział Duka – chory na zgrozę łojową, ciężką chorobę objawiającą się wstrętem do mięsa. Nie jadł go przez całe lata żywiąc się roślinami jak krowa czy owca i w końcu zmienił się w zwierzę. Dziś jada tylko trawę, stracił rozum, zapomniał, kim był. Chcieliśmy go ratować – leczyć. Było za późno. Skąd wiesz czy nie za późno jest u twego syna.– Nie jest!"Pewnie znajdzie się ktoś, kto powie: "Ale to jest wyrwane z kontekstu!" Po pierwsze nie ma tu czego wyrywać... Po drugie możesz sam przeczytać całość opowiadania, do którego link zostawię na końcu. Chociaż nie polecam – nie warto. Podsumowując... opowiadanie "Mowa nienawiści pokutnika Duki" jest skrajnie homofobiczne i obrzydliwe. Propaguje pseudonaukową "terapię" konwersyjną, która – cytując Wikipedię: "Poddawanie osób „terapii” wyrządza im długoterminowe szkody, do których zaliczają się np. w wyniku lobotomii,zespół lęku uogólnionego,poczucie winy lub wstydu,paramnezja,poczucie zakłopotania,dysonans poznawczy,(..)"I ta lista ciągnie się dalej... (dam na końcu link do Wikipedii). No i jeszcze parę zdań na zakończenie... Jak pisał Dehnel, ta cała gadka o pastiszu rozsypuje się w drobny mak... Technicznie opowiadanie jest świetne, ale – jak to mówią – gówno owinięte w papierek dalej jest gównem. Inaczej mówiąc gdy treść jest zła nie uratują jej technikalia... Pozdrawiam...Link do postu Jacka Dehnela: Jacka Komudy "Mowa nienawiści pokutnika Duki" list pisarzy "Mowa nienawiści pokutnika Duki" z moimi komentarzami Terapia konwersyjna i bonus... streszczenie opowiadania "Dalian, będziesz ćwiartowany!"
straty moralne co to jest